Ancient city rocks

As our concept of those holidays was rather nomadic than stationary, we left Fethiye and headed south. We were on the area of ancient Lycia and it was time to see a Lycian city at close range. We chose Pinara, the second-least-visited among those which remained.
Lycia was separated by mountains from the rest of Asia Minor and its inhabitants for centuries struggled to keep independence. They didn’t always succeed and throughout years Lycia was under various influences: Persian, Hellenic, Roman, Byzantine, but even as a Roman protectorate it kept some autonomy as the local governance was done by the Lycian League, a federation of city-states, among which Pinara was one of the six most important and had 3 votes.

A small sign directed us off the main road and after 4 kilometres we reached tiny village of Minare, where were only few houses and a mosque with an obligatory minaret. Asphalt turned into gravel, a sudden rain started and we began to wonder if that’s a proper road for not really an off-road car. A bus full of tourists would have no chance. Two twisting kilometres further we saw the reddish rock with burial tombs in its walls. The rain finished as suddenly as it started, leaving the smell of herbs and damp soil.
History of Pinara goes back to the 5th century BC and ends in the 9th century, when it became uninhabited. Its changeable past is visible in archaeological remains stretched at the feet of a 450 metre high round rock from which Pinara took its name (“round”). It’s a tranquil place where one can hear only wind amidst rocks and branches of trees.
We admired Lycian graves looking like temples cut in the rocks and heart-shaped columns from an actual Aphrodite temple which used to stand on top of the hill. We met few people and many turtles. We let our sight to freely run through the Xanthos Valley and left Pinara when thunderstorm clouds gathered on the horizon.

Jako że nasze wyobrażenie tych wakacji było bardziej nomadyczne niż stacjonarne, opuściliśmy Fethiye i podążyliśmy na południe. Byliśmy na terenie starożytnej Licji i nadszedł czas, aby z bliska zobaczyć licyjskie miasto. Wybraliśmy Pinarę, drugie najrzadziej odwiedzane spośród tych, które pozostały.
Od Azji Mniejszej oddzielały Licję góry, a jej mieszkańcy przez stulecia walczyli o zachowanie niepodległości. Nie zawsze im się udawało i przez lata Licja bywała pod różnymi wpływami: perskimi, helleńskimi, rzymskimi, bizantyjskimi, ale nawet jako rzymski protektorat zachowała pewną autonomię, jako że władzę lokalną sprawowała Liga Licyjska, federacja państw-miast, wśród których Pinara była jednym z sześciu najważniejszych i posiadała 3 głosy.


Mały znak skierował nas w boczną drogę i po 4 kilometrach dotarliśmy do niewielkiej wioski Minare, w której było raptem kilka domów i meczet z obowiązkowym minaretem. Asfalt zmienił się w żwir, zaczął padać niespodziewany deszcz, a my zaczęliśmy się zastanawiać, czy ta droga jest odpowiednia dla niezupełnie terenowego samochodu. Autobus pełen turystów nie miałby szans. Dwa kręte kilometry dalej ujrzeliśmy czerwonawą skałę z grobami wykutymi w zboczu. Deszcz ustał równie nagle, jak się pojawił i pozostawił zapach ziół i wilgotnej ziemi.
Historia Pinary sięga V w. p.n.e. i kończy się w wieku IX, kiedy to miasto opustoszało. Jej zmienne dzieje widoczne są w archeologicznych pozostałościach rozciągniętych u stóp wysokiej na 450 metrów skały, od której Pinara wzięła swoją nazwę (“okrągła”). To spokojne miejsce, w którym słychać jedynie szum wiatru pomiędzy skałami i w koronach drzew.
Podziwialiśmy licyjskie groby przypominające świątynie wykute w skałach i kolumny w kształcie serca pochodzące ze stojącej niegdyś na szczycie wzgórza rzeczywistej świątyni Afrodyty. Spotkaliśmy niewielu ludzi i wiele żółwi. Pozwoliliśmy naszemu wzrokowi swobodnie biec przez dolinę Ksantos i opuściliśmy Pinarę, gdy niebo na horyzoncie zasnuły burzowe chmury.

 

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25